Buziaki, czekajcie cierpliwie na rozdział ;*
16 listopada 2013
Pomoc.
Kochane, mam do Was małą prośbę, a mianowicie chciałam zapytać, czy mogłybyście pomóc mojej znajomej. To dla Was tylko chwilka, a jej na tym bardzo zależy. Wejdźcie tu: http://onlyimagin.blogspot.com/2013/11/choies.html i kliknijcie na banner Choies, z lewej strony, ten zaznaczony strzałką na obrazku niżej. To dla niej naprawdę ważne.
9 listopada 2013
Rozdział 3. "Justin mnie śledzi."
- CO TY ROBISZ W MOIM DOMU? - zapytałam Justina, podnosząc ton głosu, ale starałam się być uprzejma. Chociaż, tak właściwie, to skąd on mógł się tu wziąć? Może się włamał, a ja jestem dla niego taka miła.
- Twoja przyjaciółka mnie tu zaprosiła.
- Jak tu wszedłeś?
- Twój brat mnie wpuścił. Chyba nie jesteś zła, że do ciebie wpadłem? - spytał, jakby nigdy nic.
- Nie, wcale. Wybacz na chwilkę - powiedziałam, uśmiechając się sztucznie i odwracając przodem do Mag. - Idziemy na zewnątrz - szepnęłam. - Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam tak głośno, że Justin pewnie też usłyszał.
- No, nie chciałam iść tak sama z Maxem do kina...
- Dlatego zaprosiłaś Justina? BIEBERA! Na pewno bylibyśmy niezauważalni w kinie. Poza tym, Max jest chory i właśnie z tego powodu, jesteśmy u mnie.
Maggie zawsze miała dziwne pomysły. Kiedyś, jak byłyśmy małe i byłyśmy u jej babci, chciała iść na basen, ale nikt nie chciał jej tam zabrać. Wzięła więc ogrodowego węża i po prostu zaczęła lać wodę w swoim pokoju, przebrała się w strój kąpielowy, ja z resztą też i zaczęłyśmy "pływać" na głębokości trzech centymetrów wody. Tego co teraz zrobiła jednak się po niej nie spodziewałam.
- Jeju, co z nim jest? - zaniepokoiła się moja przyjaciółka.
- Spokojnie, to tylko przeziębienie. Będziecie sobie u niego siedzieć, oglądać filmy na dvd i jeść niezdrowe żarcie.
- Jesteś wspaniała! - przytuliła mnie. - To może ty i Jus się do nas dołączycie? - zaproponowała.
"Jus"? To ona już się z nim zaprzyjaźniła? Co się z nią dzieje? Nigdy nie była aż tak... "szalona".
- Słuchaj, bo powiem to tylko raz. Może zostać, ale jedynie dlatego, że może coś zdziałać z moją karierą muzyczną, jasne? Dalej go nie lubię - powiedziałam, kończąc temat. Mag coś tam jeszcze bełkotała pod nosem, ale nie nadstawiłam ucha i weszłam do środka.
- Maggie, wiesz gdzie jest pokój Maxa, zaraz wam wszystko przyniosę i macie się stamtąd nie ruszać. Justin, zapraszam do salonu, rozgość się, za moment do ciebie dołączę - mówiłam przesłodzonym, przemiłym, ale nie znoszącym sprzeciwu, głosem.
- Chcesz coś do picia? - zapytałam zapatrzona w ekran.
- Nie, dzięki. Co u ciebie?
- Dobrze - mruknęłam, włączając MTV i poszłam do kuchni po sok pomarańczowy, dwie szklanki i ciastka. Nalałam picia i postawiłam przede mną i Justinem. - Częstuj się - powiedziałam, otwierając słodycze.
Słysząc pierwsze słowa piosenki "Red", odruchowo zaczęłam śpiewać pod nosem. To u mnie zupełnie naturalne. Od kiedy tylko pamiętam, nuciłam pod nosem wszystko co słyszałam, czasem wystukiwałam też rytm na kolach.
- Pięknie śpiewasz, Bello - powiedział Justin. - Po prostu fantastycznie.
- Dzięki. Czemu właściwie do mnie przyszedłeś? Znaczy, wiem, że Mag cię zaprosiła, ale co cię skłoniło, żebyś rzeczywiście się z nią czy ze mną spotkał?
- Bello, śpiewasz wspaniale! Rzadko spotyka się taki talent, naprawdę chciałbym żebyś coś ze mną kiedyś nagrała. Pomyśl o tym proszę. Jestem w tracie pisania i obróbki muzyki na nową płytę.
- Ale ja nie chcę być znana dzięki tobie. Chce sama coś osiągnąć.
- Ja też zostałem odkryty! To nic złego...
- Ciebie odkrył twój nieznany, wówczas, menadżer, jeśli mnie odkryłbyś ty, było by to nie fair. Miałabym łatwiej.
- To co? Każdemu ktoś musi pomóc - uśmiechnął się. Miał naprawdę piękny uśmiech. Taki szczery.
- Ja sobie poradzę sama... - szepnęłam, chyba sama nie do końca w to wierząc.
- Bello, mylisz się...
- Nie mów do mnie Bello, wszystko, tylko nie zwracaj się do mnie w ten sposób - przerwałam mu.
- Przepraszam - odpowiedział skruszony. - Masz ładną sukienkę.
Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. Mag wiedziała, że się z nim spotkam i kazała mi włożyć najbardziej obcisłą i najwięcej odkrywającą sukienkę w jej szafie. Cóż poradzić, nie powiem, że spotkało mnie to pierwszy raz.
- Nieźle zmieniasz temat, ale nie podlizuj się, nie pomoże ci to.
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Tylko gdzie on może być... Na łóżku - nie ma, na biurku - nie ma, na parapecie - nie ma. Znalazłam go, kiedy przestał dzwonić, leżącego na blacie w łazience.
- Hej, Ryan. Przepraszam, że nie odebrałam, ale nie mogłam znaleźć telefonu. Co u ciebie? - zapytałam, kiedy odebrał.
- W porządku, nic się nie stało. Co robisz?
- To zależy z jakiego powodu pytasz - powiedziałam, rozpuszczając, moje spięte w kok, włosy.
- Mogę do ciebie wpaść? Może pójdziemy do parku?
- Jasne! Za ile będziesz?
- Otwórz mi drzwi ślicznotko. - powiedział i rozłączył się.
Zbiegłam na dół ze szczotką w dłoni. Ryan to mój najlepszy przyjaciel. Znamy się jedynie 3 lata, ale wie o mnie prawie tylko co Mag. Chociaż oczywiście są sprawy, o których wie tylko Maggie, a o których wie tylko Ryan. Poznałam go na imprezie u Nicol. Moje byłej "przyjaciółki". No, ale to inna sprawa.
Ryan przytulił mnie na powitanie, a ja cmoknęłam go w policzek. W ręku trzymał swoją deskorolkę. To jego pasja. Nie rusza się bez niej z domu.
- Wyglądasz oszałamiająco - uśmiechnął się, mierząc mnie wzrokiem.
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech, a na moje policzki niepostrzeżenie wkradł się delikatny rumieniec. - Wejdź, ja za moment przyjdę, tylko się przebiorę.
- Nie musisz Bells, naprawdę.
Zaśmiałam się i poszłam z nim do kuchni, pozostając we wcześniejszym stroju. Chyba pożyczę na dłużej tę sukienkę od Maggie.
- Rozumiem, że będziesz jeździł. Z chęcią popatrzę - powiedziałam. Uwielbiam, kiedy ktoś robi to, co kocha. Uwielbiam na to patrzeć. Uwielbiam też to robić.
- Super, nauczyłem się w końcu inward heelflipa.
- Świetnie!
Wzięłam torebkę, do której włożyłam telefon i błyszczyk, i poszliśmy do parku.
Siedziałam na ławce, patrząc jak Ryan popisuje się jazdą na desce, kiedy ktoś nagle zakrył mi oczy od tyłu.
- Maggie? Max? - zapytałam, chociaż nie sądziłam, że to któreś z nich.
- Nie - wyszeptał mi do ucha Justin.
Justin? Czy on mnie śledzi? To jest karalne? Mogę się ubiegać o zakaz zbliżania?
- Bieber, co ty tu robisz?!
- Nie tak głośno! - zakrył palcem usta. - To już nie można sobie przyjść pojeździć? - wskazał ręką na swoja deskorolkę.
Dobrze, może to i brzmi logicznie, ale ja i tak sądzę, że mnie śledzi.
- A ty co tu robisz, Bello?
- Nie mów do mnie Bello. Przyszłam z przyjacielem.
- Który to?
- Widzisz tego bruneta z dredami, który tak świetnie jeździ? To ten - uśmiechnęłam się na myśl o Ryanie.
- Jeździ... nieźle - uznał Bieber, również unosząc kąciki ust, ale chyba z innego powodu.
Kiedy Justina nie ma obok mnie, na same wspomnienie jego imienia, krzywię się i przewracam teatralnie oczami, bo go po prostu nie lubię. W momencie, gdy jest ze mną, cała moja "nienawiść" ulatuje. Może to jakiś taki jego urok osobisty...
- Wiem. Pokaż co ty umiesz - powiedziałam prowokująco.
Odjechał z stronę ramp, a ja wyjęłam telefon i napisałam SMS do Mag "Justin mnie śledzi. Czy to normalne?". Odłożyłam komórkę i zaczęłam szukać wzrokiem Ryana. Nie widziałam go, więc wstałam i nagle poczułam, że coś uderza w mój prawy bok. Upadłam.
- Bella! Jezu, przepraszam! Nic ci nie jest? - zapytał Justin klękając przy mnie.
Zdezorientowana z pozycji leżącej, przy pomocy szatyna, podniosłam się do siedzącej. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam leżącą obok deskę Justina i biegnącego w moją stronę Ryana. Justin mnie potrącił? Czemu Ryan tu biegnie?
- Bello, coś cię boli? Zrobiłem ci coś? Przepraszam, to był wypadek. Siedziałaś na ławce, nie wiedziałem, że wstaniesz, nie chciałem... - tłumaczył się.
- Co ty jej zrobiłeś?! - krzyknął rozwścieczony Ryan, przerywając Justinowi.
- Nic mi nie zrobił - powiedziałam.
- Przecież widziałem! - zawołał brunet.
- To był wypadek! Nic się nie stało! - odpowiedział szatyn.
- Uspokójcie się! - krzyknęłam.
Ryan nigdy nie był taki nerwowy. Nie wiem co mu odbiło. Przecież nic się nie stało. Upadłam, to tyle. Mój przyjaciel zawsze było opanowany i spokojny, a tu nagle zupełnie bez powodu krzyczy na Justina.
- Ryan idź usiąść, nic mi nie jest - powiedziałam tonem, nieznoszącym sprzeciwu. Zawsze wszyscy mnie wtedy słuchają. - Justin, pomożesz mi wstać?
Podniósł mnie i spojrzał w oczy.
- Nic ci nie jest, Bello?
- Wszystko w porządku, dziekuję.
- Twoja przyjaciółka mnie tu zaprosiła.
- Jak tu wszedłeś?
- Twój brat mnie wpuścił. Chyba nie jesteś zła, że do ciebie wpadłem? - spytał, jakby nigdy nic.
- Nie, wcale. Wybacz na chwilkę - powiedziałam, uśmiechając się sztucznie i odwracając przodem do Mag. - Idziemy na zewnątrz - szepnęłam. - Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam tak głośno, że Justin pewnie też usłyszał.
- No, nie chciałam iść tak sama z Maxem do kina...
- Dlatego zaprosiłaś Justina? BIEBERA! Na pewno bylibyśmy niezauważalni w kinie. Poza tym, Max jest chory i właśnie z tego powodu, jesteśmy u mnie.
Maggie zawsze miała dziwne pomysły. Kiedyś, jak byłyśmy małe i byłyśmy u jej babci, chciała iść na basen, ale nikt nie chciał jej tam zabrać. Wzięła więc ogrodowego węża i po prostu zaczęła lać wodę w swoim pokoju, przebrała się w strój kąpielowy, ja z resztą też i zaczęłyśmy "pływać" na głębokości trzech centymetrów wody. Tego co teraz zrobiła jednak się po niej nie spodziewałam.
- Jeju, co z nim jest? - zaniepokoiła się moja przyjaciółka.
- Spokojnie, to tylko przeziębienie. Będziecie sobie u niego siedzieć, oglądać filmy na dvd i jeść niezdrowe żarcie.
- Jesteś wspaniała! - przytuliła mnie. - To może ty i Jus się do nas dołączycie? - zaproponowała.
"Jus"? To ona już się z nim zaprzyjaźniła? Co się z nią dzieje? Nigdy nie była aż tak... "szalona".
- Słuchaj, bo powiem to tylko raz. Może zostać, ale jedynie dlatego, że może coś zdziałać z moją karierą muzyczną, jasne? Dalej go nie lubię - powiedziałam, kończąc temat. Mag coś tam jeszcze bełkotała pod nosem, ale nie nadstawiłam ucha i weszłam do środka.
- Maggie, wiesz gdzie jest pokój Maxa, zaraz wam wszystko przyniosę i macie się stamtąd nie ruszać. Justin, zapraszam do salonu, rozgość się, za moment do ciebie dołączę - mówiłam przesłodzonym, przemiłym, ale nie znoszącym sprzeciwu, głosem.
~*~
Usiadłam na kanapie w obok mojego gościa. Wzięłam do ręki pilota i włączyłam tv.- Chcesz coś do picia? - zapytałam zapatrzona w ekran.
- Nie, dzięki. Co u ciebie?
- Dobrze - mruknęłam, włączając MTV i poszłam do kuchni po sok pomarańczowy, dwie szklanki i ciastka. Nalałam picia i postawiłam przede mną i Justinem. - Częstuj się - powiedziałam, otwierając słodycze.
Słysząc pierwsze słowa piosenki "Red", odruchowo zaczęłam śpiewać pod nosem. To u mnie zupełnie naturalne. Od kiedy tylko pamiętam, nuciłam pod nosem wszystko co słyszałam, czasem wystukiwałam też rytm na kolach.
- Pięknie śpiewasz, Bello - powiedział Justin. - Po prostu fantastycznie.
- Dzięki. Czemu właściwie do mnie przyszedłeś? Znaczy, wiem, że Mag cię zaprosiła, ale co cię skłoniło, żebyś rzeczywiście się z nią czy ze mną spotkał?
- Bello, śpiewasz wspaniale! Rzadko spotyka się taki talent, naprawdę chciałbym żebyś coś ze mną kiedyś nagrała. Pomyśl o tym proszę. Jestem w tracie pisania i obróbki muzyki na nową płytę.
- Ale ja nie chcę być znana dzięki tobie. Chce sama coś osiągnąć.
- Ja też zostałem odkryty! To nic złego...
- Ciebie odkrył twój nieznany, wówczas, menadżer, jeśli mnie odkryłbyś ty, było by to nie fair. Miałabym łatwiej.
- To co? Każdemu ktoś musi pomóc - uśmiechnął się. Miał naprawdę piękny uśmiech. Taki szczery.
- Ja sobie poradzę sama... - szepnęłam, chyba sama nie do końca w to wierząc.
- Bello, mylisz się...
- Nie mów do mnie Bello, wszystko, tylko nie zwracaj się do mnie w ten sposób - przerwałam mu.
- Przepraszam - odpowiedział skruszony. - Masz ładną sukienkę.
Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. Mag wiedziała, że się z nim spotkam i kazała mi włożyć najbardziej obcisłą i najwięcej odkrywającą sukienkę w jej szafie. Cóż poradzić, nie powiem, że spotkało mnie to pierwszy raz.
- Nieźle zmieniasz temat, ale nie podlizuj się, nie pomoże ci to.
~*~
- Robisz coś jutro? - zapytał Justin, wychodząc z mojego domu.
- Nie wiem, może.
- Jak się zdecydujesz, napisz - poprosił, uśmiechając się i zamykając za sobą drzwi.
Uniosłam kąciki ust, po niespodziewanie miłym dniu. Było zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażałam, kiedy zobaczyłam Justina w moim domu. Myślałam, że będę siedziała po jednej stronie kanapy, a on po drugiej, że będzie panowała niezręczna cisza. A tym czasem było przyjemnie, Justin jest zabawny i miły. Nie wiem nawet, czemu wcześniej myślałam o nim inaczej. Wzięłam z kuchni banana i poszłam do swojego pokoju, po drodze zaglądając do Maxa. I mój brat i Mag byli uśmiechnięci od ucha do ucha, to chyba dobry znak. Wiedziałam, że kiedyś będą razem. Może i tak oficjalnie nie są, ale ja wiem lepiej. Będzie z nich świetna para.Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Tylko gdzie on może być... Na łóżku - nie ma, na biurku - nie ma, na parapecie - nie ma. Znalazłam go, kiedy przestał dzwonić, leżącego na blacie w łazience.
- Hej, Ryan. Przepraszam, że nie odebrałam, ale nie mogłam znaleźć telefonu. Co u ciebie? - zapytałam, kiedy odebrał.
- W porządku, nic się nie stało. Co robisz?
- To zależy z jakiego powodu pytasz - powiedziałam, rozpuszczając, moje spięte w kok, włosy.
- Mogę do ciebie wpaść? Może pójdziemy do parku?
- Jasne! Za ile będziesz?
- Otwórz mi drzwi ślicznotko. - powiedział i rozłączył się.
Zbiegłam na dół ze szczotką w dłoni. Ryan to mój najlepszy przyjaciel. Znamy się jedynie 3 lata, ale wie o mnie prawie tylko co Mag. Chociaż oczywiście są sprawy, o których wie tylko Maggie, a o których wie tylko Ryan. Poznałam go na imprezie u Nicol. Moje byłej "przyjaciółki". No, ale to inna sprawa.
Ryan przytulił mnie na powitanie, a ja cmoknęłam go w policzek. W ręku trzymał swoją deskorolkę. To jego pasja. Nie rusza się bez niej z domu.
- Wyglądasz oszałamiająco - uśmiechnął się, mierząc mnie wzrokiem.
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech, a na moje policzki niepostrzeżenie wkradł się delikatny rumieniec. - Wejdź, ja za moment przyjdę, tylko się przebiorę.
- Nie musisz Bells, naprawdę.
Zaśmiałam się i poszłam z nim do kuchni, pozostając we wcześniejszym stroju. Chyba pożyczę na dłużej tę sukienkę od Maggie.
- Rozumiem, że będziesz jeździł. Z chęcią popatrzę - powiedziałam. Uwielbiam, kiedy ktoś robi to, co kocha. Uwielbiam na to patrzeć. Uwielbiam też to robić.
- Super, nauczyłem się w końcu inward heelflipa.
- Świetnie!
Wzięłam torebkę, do której włożyłam telefon i błyszczyk, i poszliśmy do parku.
Siedziałam na ławce, patrząc jak Ryan popisuje się jazdą na desce, kiedy ktoś nagle zakrył mi oczy od tyłu.
- Maggie? Max? - zapytałam, chociaż nie sądziłam, że to któreś z nich.
- Nie - wyszeptał mi do ucha Justin.
Justin? Czy on mnie śledzi? To jest karalne? Mogę się ubiegać o zakaz zbliżania?
- Bieber, co ty tu robisz?!
- Nie tak głośno! - zakrył palcem usta. - To już nie można sobie przyjść pojeździć? - wskazał ręką na swoja deskorolkę.
Dobrze, może to i brzmi logicznie, ale ja i tak sądzę, że mnie śledzi.
- A ty co tu robisz, Bello?
- Nie mów do mnie Bello. Przyszłam z przyjacielem.
- Który to?
- Widzisz tego bruneta z dredami, który tak świetnie jeździ? To ten - uśmiechnęłam się na myśl o Ryanie.
- Jeździ... nieźle - uznał Bieber, również unosząc kąciki ust, ale chyba z innego powodu.
Kiedy Justina nie ma obok mnie, na same wspomnienie jego imienia, krzywię się i przewracam teatralnie oczami, bo go po prostu nie lubię. W momencie, gdy jest ze mną, cała moja "nienawiść" ulatuje. Może to jakiś taki jego urok osobisty...
- Wiem. Pokaż co ty umiesz - powiedziałam prowokująco.
Odjechał z stronę ramp, a ja wyjęłam telefon i napisałam SMS do Mag "Justin mnie śledzi. Czy to normalne?". Odłożyłam komórkę i zaczęłam szukać wzrokiem Ryana. Nie widziałam go, więc wstałam i nagle poczułam, że coś uderza w mój prawy bok. Upadłam.
- Bella! Jezu, przepraszam! Nic ci nie jest? - zapytał Justin klękając przy mnie.
Zdezorientowana z pozycji leżącej, przy pomocy szatyna, podniosłam się do siedzącej. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam leżącą obok deskę Justina i biegnącego w moją stronę Ryana. Justin mnie potrącił? Czemu Ryan tu biegnie?
- Bello, coś cię boli? Zrobiłem ci coś? Przepraszam, to był wypadek. Siedziałaś na ławce, nie wiedziałem, że wstaniesz, nie chciałem... - tłumaczył się.
- Co ty jej zrobiłeś?! - krzyknął rozwścieczony Ryan, przerywając Justinowi.
- Nic mi nie zrobił - powiedziałam.
- Przecież widziałem! - zawołał brunet.
- To był wypadek! Nic się nie stało! - odpowiedział szatyn.
- Uspokójcie się! - krzyknęłam.
Ryan nigdy nie był taki nerwowy. Nie wiem co mu odbiło. Przecież nic się nie stało. Upadłam, to tyle. Mój przyjaciel zawsze było opanowany i spokojny, a tu nagle zupełnie bez powodu krzyczy na Justina.
- Ryan idź usiąść, nic mi nie jest - powiedziałam tonem, nieznoszącym sprzeciwu. Zawsze wszyscy mnie wtedy słuchają. - Justin, pomożesz mi wstać?
Podniósł mnie i spojrzał w oczy.
- Nic ci nie jest, Bello?
- Wszystko w porządku, dziekuję.
~*~
- Ryan co to miało być? - zapytałam w drodze do domu.
- Przepraszam, po prostu bałem się, że coś stało się mojej królewnie - powiedział. Królewnie? A od kiedy on mnie tak nazywa? Coś przegapiłam?
- Tylko upadłam, spokojnie. Przecież jak jeździsz, to lądujesz na tyłku milion razy, zanim się wszystkiego perfekcyjnie nauczysz.
- Wiem, przepraszam. Możemy skończyć ten temat?
- Okej, nic się nie stało.
Uśmiechnęłam się i weszłam do domu Ryana, krzycząc "dzień dobry", do jego mamy. Jednak Ryan powiedział, że jego rodzicielka jest na zakupach. Poszłam do jego pokoju i usiadłam na kanapie. Czekając, aż dołączy do mnie z obiecanym plasterkiem na zdarty łokieć, włączyłam muzykę. Od kiedy on słucha jakiś miłosnych ballad? Z resztą nieważne, to moje klimaty.
Ryan przyszedł i usiadł obok mnie.
- Pokaż łokieć, królewno.
Obróciłam rękę, tak, żeby mógł mi nakleić opatrunek. Chociaż według mnie, to nie było nic takiego, zwykłe zadrapanie.
- Dziękuję - powiedziałam i przytuliłam go.
On jednak nie chciał puścić. Odsunął się ode mnie o jakieś pięć milimetrów i spojrzał głęboko w oczy i nawet nie zdążyłam się zorientować kiedy mnie całował. Szybko się odsunęłam, bełkocząc:
- Ja-aa chyba powin-nnnam już pójść.
Wstałam szybko z sofy i biorąc torebkę, wybiegłam z pokoju.
_____________________________
I jak Wam się podoba? Bells w pewien sposób się dogaduje z Justinem. Ryan całuję Bellę, która ucieka. Co Wy na to? Mam szczerą nadzieję, że jest dobrze.
To jeden z moich najdłuższych rozdziałów xd hehs no.
Wybaczcie, ze tyle musieliście czekać, ale wena uciekła :cc Ktoś zna sposób na jej przywrócenie? <3
Kiczę na Wasze szczere komentarze.
6 komentarzy = 4 rozdział ;*
Buziaki, do następnego! ;*
PS postać Ryana pojawiła się w zakładce 'Bohaterowie.' ;*
- Wiem, przepraszam. Możemy skończyć ten temat?
- Okej, nic się nie stało.
Uśmiechnęłam się i weszłam do domu Ryana, krzycząc "dzień dobry", do jego mamy. Jednak Ryan powiedział, że jego rodzicielka jest na zakupach. Poszłam do jego pokoju i usiadłam na kanapie. Czekając, aż dołączy do mnie z obiecanym plasterkiem na zdarty łokieć, włączyłam muzykę. Od kiedy on słucha jakiś miłosnych ballad? Z resztą nieważne, to moje klimaty.
Ryan przyszedł i usiadł obok mnie.
- Pokaż łokieć, królewno.
Obróciłam rękę, tak, żeby mógł mi nakleić opatrunek. Chociaż według mnie, to nie było nic takiego, zwykłe zadrapanie.
- Dziękuję - powiedziałam i przytuliłam go.
On jednak nie chciał puścić. Odsunął się ode mnie o jakieś pięć milimetrów i spojrzał głęboko w oczy i nawet nie zdążyłam się zorientować kiedy mnie całował. Szybko się odsunęłam, bełkocząc:
- Ja-aa chyba powin-nnnam już pójść.
Wstałam szybko z sofy i biorąc torebkę, wybiegłam z pokoju.
_____________________________
I jak Wam się podoba? Bells w pewien sposób się dogaduje z Justinem. Ryan całuję Bellę, która ucieka. Co Wy na to? Mam szczerą nadzieję, że jest dobrze.
To jeden z moich najdłuższych rozdziałów xd hehs no.
Wybaczcie, ze tyle musieliście czekać, ale wena uciekła :cc Ktoś zna sposób na jej przywrócenie? <3
Kiczę na Wasze szczere komentarze.
6 komentarzy = 4 rozdział ;*
Buziaki, do następnego! ;*
PS postać Ryana pojawiła się w zakładce 'Bohaterowie.' ;*
5 października 2013
Rozdział 2. "Niestety, ale z twojej dzisiejszej randki nici."
- Bells, nie gniewaj się na mnie już, dobrze? – uśmiechnęła się do mnie Maggie, wchodząc do mojego pokoju.
- Dobra, Mag, po prostu zapomnijmy o tym, okej? – przytuliłam ją, a potem usiadłam na parapecie, gdzie słońce grzało mi plecy.
- Ee, no jasne – zachichotała nerwowo.
Nie chciało mi się dociekać, co jeszcze wykombinowała. Po chwili przyszedł do nas Max, który już od dłuższego czasu podobał się mojej przyjaciółce. Oczywiście on o tym nie wiedział, bo w końcu, po co wyznawać ludziom uczucia. Ona doskonale znała moją opinię. Niby wiem, że Maggie jest odrobinę nieśmiała, ale już nie przesadzajmy. Z resztą, sądzę, że on też coś do niej czuje. Ale nie będę ich swatała, nie wyjdzie im jeszcze i będzie na mnie. Myślę że sami sobie doskonale poradzą. Max siedział obok Mag, a ona patrzyła na niego i śmiała się z jego żartów.
- Jakie lody chcecie? – zapytałam, otwierając drzwi mojego pokoju, z zamiarem pójścia do kuchni.
- Waniliowe – powiedzieli równocześnie i uśmiechnęli się, a Mag zarumieniła i założyła kosmyk włosów za ucho.
Poszłam na dół i wzięłam z zamrażarki pudełko lodów. Nałożyłam po trochę do trzech salaterek i wróciłam. Kiedy stałam pod moim pokojem, słyszałam jak Max pyta Mag, czy pójdzie z nim jutro o szesnastej do kina. A ona się zgodziła! Uśmiechnęłam się pod nosem i udając, że niczego nie wiem, weszłam. Podałam im jedzenie i usiadłam na wcześniejszym miejscu.
- Maggie, nie chciałabyś pójść ze mną jutro koło piętnastej – szesnastej do galerii? – zapytałam.
Dziewczyna się zaczerwieniła.
- A nie lepiej po jutrze? – zaproponowała.
- Czemu? – drążyłam. Chciałam usłyszeć z jej ust, że wychodzi z Maxem.
- To może, ja już pójdę – powiedział mój brat i wyszedł, posyłając Mag ostatni uśmiech, który ona oczywiście odwzajemniła.
Uniosłam kąciki ust i spojrzałam z wyczekiwaniem na przyjaciółkę. Kiedy upewniła się, że Max jej nie usłyszy, krzyknęła:
- Idę z Maxem do kina!
Przytuliłam ją i uśmiechnęłam się.
- O 14 będę u ciebie. Zrobię cię na bóstwo. Mój brat oszaleje na twoim punkcie!
- Mam nadzieję, dziękuję Bells.
Wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem. Woda z włosów ściekała mi po plecach, ale niezbyt się tym przejęłam. Jedynie odrobinę je wytarłam. Nałożyłam na dłoń krem i wsmarowałam w ciało. Psiknęłam się mgiełką o zapachu malin, a następnie włożyłam bieliznę oraz zieloną koszulkę z dekoltem w serek i ciemne leginsy. Zeszłam do kuchni i zrobiłam dwie porcje tostów z serem i szynką. Dla mnie i Maxa. Zapukałam do drzwi jego pokoju, otworzyłam i zobaczyłam jak leży przykryty kołdrą po nos.
- Co jest, Max? - zapytałam.
- Ziiimno mi.
- Boże, Max, ty jesteś chory!
Poszłam po termometr i tabletki przeciwbólowe, bo jak się dowiedziałam, mojego brata boli głowa. Miał 37,9 stopnia gorączki.
- No, kochany. Przeziębiłeś się. Niestety, ale z twojej dzisiejszej randki nici. Nie bój się, załatwię wszystko z Maggie. - powiedziałam, robiąc smutną minę. Oczywiście tylko dla niepoznaki, bo w głowie miałam już milion pomysłów na dzisiejszy Wielki Dzień Mag i Maxa. - Leż w łóżku, zaraz przyniosę ci herbatę.
- Hej Bells! - przytuliła mnie Maggie w drzwiach swojego domu.
- Cześć skarbie, słuchaj twoje i Maxa plany sie trochę zmieniły, dowiesz się jak przyjdziesz do mnie, okej? To niespodzianka.
- Jeju, ale coś się stało? - zapytała zmartwiona.
- Jest w porządku, kochana.
Uśmiechnęła się, wzięła z kuchni dwie szklanki i sok i poszłyśmy do jej garderoby. Po spędzonych tam piętnastu minutach, uznałyśmy wspólnie, że Maggie włoży kolorową wzorzystą spódniczkę i białą koszulkę i czarne szpilki. Powiedziała, że ja też powinnam się przebrać, bo ma dla mnie niespodziankę. Jej niespodzianki są nieprzewidywalne. Ubrałam więc wyjątkowo jaskrawą sukienkę, do której mimo pozorów pasowały białe trampki, które na sobie miałam. Zostało nam jeszcze około trzydziestu minut do wyjścia. Nakręciłam jej delikatnie włosy, pomalowałam i była gotowa. Ja nie dałam się jej dotknąć. Moje włosy dopiero co odżyły, nie będę ich niszczyć. Pozwoliłam jej jedynie zrobić mi delikatny makijaż.
- Bella, powiem ci coś, ale pod warunkiem, że nie bedziesz się na mnie gniewać - zaczęła nieśmiało Mag, kiedy wyszłyśmy z jej domu. Kiwnęłam zachęcająco głową, żeby kontynuowała. - Otóż ty też masz dzisiaj randkę.
Spojrzałam na nią, zabijającym wzrokiem.
- Niespodzianka... - spróbowała się uśmiechnąć, ale widząc moje niezadowolenie, wyszedł jej grymas.
- Słucham?! Maggie, wczoraj ta sprawa z Bieberem, dzisiaj mnie z kimś umówiłaś! Grabisz sobie Mag, grabisz. Kto to? - zapytałam wkurzona.
Jak ona może? Mnie, swojej przyjaciółce. Ja bym jej nie wywinęła takiego numeru. Przecież mogła normalnie powiedzieć, że chce, żebym ja też się z kimś umówiła. Na pewno ktoś by się znalazł, a tak, to nawet nie wiem o kogo chodzi.
- No, jak ci powiem, to nie będzie niespodzianki...
- Maggie, powiedz, słońce - poprosiłam uroczo.
- Nie i koniec tematu.
Westchnęłam, ale znałam ją już na tyle długo, żeby wiedzieć, że niczego już z niej nie wyduszę. Co ta moja Mag wymyśliła? Wczoraj akcja z Bieberem, dzisiaj jakaś tajemnicza randka. Co ona sobie wyobraża. Chociaż muszę przyznać, że właściwie, cieszy mnie fakt, że nie będę sama siedziała w domu, kiedy moja przyjaciółka i brat będą oglądać sobie film w jego pokoju, bo właśnie to im na dzisiaj zaplanowałam. Tylko mam nadzieję, że nie umówiła mnie z jakimś grzecznym chłopczykiem, z idealnymi ocenami, zagwarantowanymi studiami na Harvardzie i planami na najbliższe trzydzieści lat.
Kiedy dochodziłyśmy do mojego domu, zauważyłam czarne, chyba sportowe auto zaparkowane na moim podjeździe. Nie znam się, ale to chyba Land Rover. Byłam wyjątkowo zaskoczona. Czyżby mój ojczym przyjechał z kimś z pracy? Miał wrócić dopiero wieczorem, jak zawsze z resztą.
Włożyłam klucz do zamka, ale nie mogłam go przekręcić. Otworzyłam drzwi i krzyknęłam: "Tato, mówiłam ci, zamykaj dom!".
- Bells, twój tata czasami nie wraca później? - zapytała Maggie.
- No niby tak, ale jak wytłumaczysz to auto? - odpowiedziałam, zastanawiając się, czy to rzeczywiście ojca.
- To auto twojej dzisiejszej randki... - wyznała nieśmiało.
- Słucham...? - zaczęłam i już chciałam kolejny raz tego dnia wrzeszczeć na Mag, kiedy przerwał mi pewien wyjątkowo delikatny głos.
- Witaj Bello. Miło cię znowu widzieć. Pięknie wyglądasz - powiedział Justin Bieber, który nie wiadomo jakim cudem znalazł się w moim domu.
____
pampampam. Chciałam żeby wyszło dobrze, ale chyba nie koniecznie tak własnie jest. Nie mam weny, a powinnam, bo jest dość późno, ale jakoś nie wychodzi. wybaczcie, postaram sie, żeby nastepny był jak najlepszy <3
coś słabo u Was z komentarzami, więc może to Was zmotywuje:
4 komentarze = 3 rodział ;**
Do następnego kochani ;*
- Dobra, Mag, po prostu zapomnijmy o tym, okej? – przytuliłam ją, a potem usiadłam na parapecie, gdzie słońce grzało mi plecy.
- Ee, no jasne – zachichotała nerwowo.
Nie chciało mi się dociekać, co jeszcze wykombinowała. Po chwili przyszedł do nas Max, który już od dłuższego czasu podobał się mojej przyjaciółce. Oczywiście on o tym nie wiedział, bo w końcu, po co wyznawać ludziom uczucia. Ona doskonale znała moją opinię. Niby wiem, że Maggie jest odrobinę nieśmiała, ale już nie przesadzajmy. Z resztą, sądzę, że on też coś do niej czuje. Ale nie będę ich swatała, nie wyjdzie im jeszcze i będzie na mnie. Myślę że sami sobie doskonale poradzą. Max siedział obok Mag, a ona patrzyła na niego i śmiała się z jego żartów.
- Jakie lody chcecie? – zapytałam, otwierając drzwi mojego pokoju, z zamiarem pójścia do kuchni.
- Waniliowe – powiedzieli równocześnie i uśmiechnęli się, a Mag zarumieniła i założyła kosmyk włosów za ucho.
Poszłam na dół i wzięłam z zamrażarki pudełko lodów. Nałożyłam po trochę do trzech salaterek i wróciłam. Kiedy stałam pod moim pokojem, słyszałam jak Max pyta Mag, czy pójdzie z nim jutro o szesnastej do kina. A ona się zgodziła! Uśmiechnęłam się pod nosem i udając, że niczego nie wiem, weszłam. Podałam im jedzenie i usiadłam na wcześniejszym miejscu.
- Maggie, nie chciałabyś pójść ze mną jutro koło piętnastej – szesnastej do galerii? – zapytałam.
Dziewczyna się zaczerwieniła.
- A nie lepiej po jutrze? – zaproponowała.
- Czemu? – drążyłam. Chciałam usłyszeć z jej ust, że wychodzi z Maxem.
- To może, ja już pójdę – powiedział mój brat i wyszedł, posyłając Mag ostatni uśmiech, który ona oczywiście odwzajemniła.
Uniosłam kąciki ust i spojrzałam z wyczekiwaniem na przyjaciółkę. Kiedy upewniła się, że Max jej nie usłyszy, krzyknęła:
- Idę z Maxem do kina!
Przytuliłam ją i uśmiechnęłam się.
- O 14 będę u ciebie. Zrobię cię na bóstwo. Mój brat oszaleje na twoim punkcie!
- Mam nadzieję, dziękuję Bells.
Wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem. Woda z włosów ściekała mi po plecach, ale niezbyt się tym przejęłam. Jedynie odrobinę je wytarłam. Nałożyłam na dłoń krem i wsmarowałam w ciało. Psiknęłam się mgiełką o zapachu malin, a następnie włożyłam bieliznę oraz zieloną koszulkę z dekoltem w serek i ciemne leginsy. Zeszłam do kuchni i zrobiłam dwie porcje tostów z serem i szynką. Dla mnie i Maxa. Zapukałam do drzwi jego pokoju, otworzyłam i zobaczyłam jak leży przykryty kołdrą po nos.
- Co jest, Max? - zapytałam.
- Ziiimno mi.
- Boże, Max, ty jesteś chory!
Poszłam po termometr i tabletki przeciwbólowe, bo jak się dowiedziałam, mojego brata boli głowa. Miał 37,9 stopnia gorączki.
- No, kochany. Przeziębiłeś się. Niestety, ale z twojej dzisiejszej randki nici. Nie bój się, załatwię wszystko z Maggie. - powiedziałam, robiąc smutną minę. Oczywiście tylko dla niepoznaki, bo w głowie miałam już milion pomysłów na dzisiejszy Wielki Dzień Mag i Maxa. - Leż w łóżku, zaraz przyniosę ci herbatę.
- Hej Bells! - przytuliła mnie Maggie w drzwiach swojego domu.
- Cześć skarbie, słuchaj twoje i Maxa plany sie trochę zmieniły, dowiesz się jak przyjdziesz do mnie, okej? To niespodzianka.
- Jeju, ale coś się stało? - zapytała zmartwiona.
- Jest w porządku, kochana.
Uśmiechnęła się, wzięła z kuchni dwie szklanki i sok i poszłyśmy do jej garderoby. Po spędzonych tam piętnastu minutach, uznałyśmy wspólnie, że Maggie włoży kolorową wzorzystą spódniczkę i białą koszulkę i czarne szpilki. Powiedziała, że ja też powinnam się przebrać, bo ma dla mnie niespodziankę. Jej niespodzianki są nieprzewidywalne. Ubrałam więc wyjątkowo jaskrawą sukienkę, do której mimo pozorów pasowały białe trampki, które na sobie miałam. Zostało nam jeszcze około trzydziestu minut do wyjścia. Nakręciłam jej delikatnie włosy, pomalowałam i była gotowa. Ja nie dałam się jej dotknąć. Moje włosy dopiero co odżyły, nie będę ich niszczyć. Pozwoliłam jej jedynie zrobić mi delikatny makijaż.
- Bella, powiem ci coś, ale pod warunkiem, że nie bedziesz się na mnie gniewać - zaczęła nieśmiało Mag, kiedy wyszłyśmy z jej domu. Kiwnęłam zachęcająco głową, żeby kontynuowała. - Otóż ty też masz dzisiaj randkę.
Spojrzałam na nią, zabijającym wzrokiem.
- Niespodzianka... - spróbowała się uśmiechnąć, ale widząc moje niezadowolenie, wyszedł jej grymas.
- Słucham?! Maggie, wczoraj ta sprawa z Bieberem, dzisiaj mnie z kimś umówiłaś! Grabisz sobie Mag, grabisz. Kto to? - zapytałam wkurzona.
Jak ona może? Mnie, swojej przyjaciółce. Ja bym jej nie wywinęła takiego numeru. Przecież mogła normalnie powiedzieć, że chce, żebym ja też się z kimś umówiła. Na pewno ktoś by się znalazł, a tak, to nawet nie wiem o kogo chodzi.
- No, jak ci powiem, to nie będzie niespodzianki...
- Maggie, powiedz, słońce - poprosiłam uroczo.
- Nie i koniec tematu.
Westchnęłam, ale znałam ją już na tyle długo, żeby wiedzieć, że niczego już z niej nie wyduszę. Co ta moja Mag wymyśliła? Wczoraj akcja z Bieberem, dzisiaj jakaś tajemnicza randka. Co ona sobie wyobraża. Chociaż muszę przyznać, że właściwie, cieszy mnie fakt, że nie będę sama siedziała w domu, kiedy moja przyjaciółka i brat będą oglądać sobie film w jego pokoju, bo właśnie to im na dzisiaj zaplanowałam. Tylko mam nadzieję, że nie umówiła mnie z jakimś grzecznym chłopczykiem, z idealnymi ocenami, zagwarantowanymi studiami na Harvardzie i planami na najbliższe trzydzieści lat.
Kiedy dochodziłyśmy do mojego domu, zauważyłam czarne, chyba sportowe auto zaparkowane na moim podjeździe. Nie znam się, ale to chyba Land Rover. Byłam wyjątkowo zaskoczona. Czyżby mój ojczym przyjechał z kimś z pracy? Miał wrócić dopiero wieczorem, jak zawsze z resztą.
Włożyłam klucz do zamka, ale nie mogłam go przekręcić. Otworzyłam drzwi i krzyknęłam: "Tato, mówiłam ci, zamykaj dom!".
- Bells, twój tata czasami nie wraca później? - zapytała Maggie.
- No niby tak, ale jak wytłumaczysz to auto? - odpowiedziałam, zastanawiając się, czy to rzeczywiście ojca.
- To auto twojej dzisiejszej randki... - wyznała nieśmiało.
- Słucham...? - zaczęłam i już chciałam kolejny raz tego dnia wrzeszczeć na Mag, kiedy przerwał mi pewien wyjątkowo delikatny głos.
- Witaj Bello. Miło cię znowu widzieć. Pięknie wyglądasz - powiedział Justin Bieber, który nie wiadomo jakim cudem znalazł się w moim domu.
____
pampampam. Chciałam żeby wyszło dobrze, ale chyba nie koniecznie tak własnie jest. Nie mam weny, a powinnam, bo jest dość późno, ale jakoś nie wychodzi. wybaczcie, postaram sie, żeby nastepny był jak najlepszy <3
coś słabo u Was z komentarzami, więc może to Was zmotywuje:
4 komentarze = 3 rodział ;**
Do następnego kochani ;*
26 sierpnia 2013
Rozdział 1. "Leżałam na ławce, a moja głowa znajdowała się na kolanach Justina Biebera"
- Halo? – Odebrałam zaspana telefon.
Jaki normalny człowiek dzwoni do ciebie w wakacje o ósmej rano i to w sobotę? Podejrzewam, że to jednak nienormalna osoba. Więc pewnie to Maggie. Moja przyjaciółka, którą rodzice chyba grali w zbijaka jak miała 2 lata.
- Tak, wiem, że śpisz Bella, ale to ważne! Ochrzanisz mnie później, a teraz masz piętnaście minut, żeby być w parku – powiedziała.
Zaczęłam z niej się śmiać.
- Mag, ja? W piętnaście minut? Proszę cię. O co chodzi? – Zapytałam.
Kocham Maggie, ale potrafi być cholernie wkurzająca. Jest moją przyjaciółką, znamy się praktycznie od urodzenia. Właściwie, to jestem starsza o 14 godzin. Nasze matki poznały się w szkole rodzenia i zostały przyjaciółkami. Spotykały się prawie codziennie, jak nie u nas, to u nich. I zawsze przychodziły do siebie z nami. Od kiedy pamiętam mówiłam jej o wszystkim, a ona mi.
- Dwadzieścia minut i ani sekundy dłużej i lepiej dla ciebie jak będziesz na czas – zagroziła mi i się rozłączyła.
No, to sobie nie pośpię. Pospiesznie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Zdjęłam moją piżamę i weszłam pod prysznic. Puściłam prawie gorącą wodę, a za moment byłam już sucha. Włosy, która spięłam przez wejściem pod wodę na szczęście nie zdążyły się zmoczyć. Umyłam zęby i twarz oraz wyjątkowo delikatnie się pomalowałam. Wyjęłam z szafki i włożyłam czarną bieliznę. Potem, w garderobie zaczęłam szukać jakiś ciuchów. Zdecydowałam się na krótkie, postrzępione spodenki z ciemnego dżinsu i czarną bokserkę, pociętą w poziome paski z tyłu. Szybko się ubrałam, a na lewym nadgarstku związałam fioletową bandankę. Rozczesałam włosy i poszłam do kuchni. Chwyciłam jabłko z koszyka na blacie, obok którego leżała kartka.
Bella, zajmij się Maxem, wiesz, że będzie spał do 12, więc proszę zrób mu śniadanie. Pewnie teraz zadzwonisz i powiesz, że jest straszy, ale pamiętaj, że tylko o dwa lata, a właśnie rozstał się z dziewczyną, więc będzie chciał zjeść lody, nie pozwól mu.
Kocham Cię, Mama.
Tak, Max. Mój kochany starszy brat, który jest bardzo wrażliwy, ale twardy. Interesujące połączenie, ale, żeby powiedzieć, że on jest, na przykład, dziwny, to trzeba znać mnie. Ja to dopiero jestem dziwna. Ale teraz nie na to czas. Na odwrocie kartki napisałam Maxowi, że idę do parku i że będę góra koło dziesiątej trzydzieści. Do kieszeni schowałam telefon i klucze i ruszyłam w stronę parku, jedząc owoc.
Maggie czekała tam i od razu do mnie podbiegła. Zakryła moje oczy rękoma i nie chciała puścić.
- Wiem, że pewnie będziesz zła, ale później na mnie nakrzyczysz i to podwójnie. Po prostu ty masz niesamowity głos i doskonale o tym wiesz, a w parku czeka na mnie pewna znana osoba, która również wspaniale śpiewa. Poprosiłam tę osobę, żeby zaczekała na ciebie i wysłuchała tego jak cudowne dźwięki potrafisz z siebie wydobyć. Nie mogę ci zdradzić, kim ten człowiek jest, ale błagam cię zrób to dla mnie. Z resztą dla siebie też. Wiem, że chcesz zostać piosenkarką – Mag prowadziła mnie przed siebie.
- Co mam zaśpiewać? – spytałam niby od niechcenia, ale jednak byłam ciekawa. Chociażby tego, przed kim mam zaśpiewać i co o tym powie.
- Zgadzasz się? – podskoczyła z radości. Kiwnęłam głową. – Może, tę piosenkę, którą ostatnio napisałaś? „Skyscraper”?
- Okej, to mam już śpiewać, czy gdzieś idziemy?
- Idę teraz z tobą w głąb parku. Musisz śpiewać z zamkniętymi oczami, dobrze? – spytała.
- Czemu?
- Bo boję się, że nie będziesz chciała śpiewać przed tą osobą – wyjaśniła.
- Zaśpiewam przed każdym – powiedziałam, z resztą zgodnie z prawdą. No, może prawie przed każdym.
- I tak ci nie powiem – przeszłyśmy jeszcze kilka metrów. – Gotowa? Śpiewaj.
- Niebo płacze
Przyglądam się
Łapiąc łzy w swoje ręce
Tylko cisza jako zakończenie,
Jakbyśmy nigdy nie mieli szansy
Czy musisz sprawiać, że czuję się jakby
Nic ze mnie nie zostało ?
Możesz zabrać wszystko, co mam
Możesz zniszczyć wszystko, czym jestem
Jakbym była zrobiona ze szkła
Jakbym była zrobiona z papieru
No dalej, podejdź i spróbuj mnie zburzyć
A ja powstanę z ziemi
Niczym drapacz chmur!
Niczym drapacz chmur!
Dym wietrzeje
Obudziłam się i wyplątałam Cię ode mnie
Czy czujesz się lepiej
Widząc mnie krwawiącą?
Wszystkie moje okna są zbite
Jednak ja wciąż stoję na nogach .
Możesz zabrać wszystko, co mam
Możesz zniszczyć wszystko, czym jestem
Jakbym była zrobiona ze szkła
Jakbym była zrobiona z papieru
No dalej, podejdź i spróbuj mnie zburzyć
A ja powstanę z ziemi
Niczym drapacz chmur!
Niczym drapacz chmur! *
Skończyłam śpiewać i otworzyłam oczy. Nagle świat zawirował, zobaczyłam ciemność i upadłam.
- Bella, błagam cię, obudź się, do cholery! Bells! – krzyczała nade mną moja przyjaciółka.
- Maggie, cii – uciszył ją delikatny, męski głos.
Byłam tak ciekawa do kogo należy, że udało mi się unieść powieki. Kiedy zobaczyłam, kto to powiedział, myślałam, że jeszcze raz zemdleję. Leżałam na ławce, a moja głowa znajdowała się na kolanach Justina Biebera. Natychmiastowo podniosłam się do pozycji siedzącej. Od razu tego pożałowałam, bo poczułam ogromny ból w czaszce. Złapałam się prawą ręką za głowę.
- Bello, połóż się. Zemdlałaś, musisz odpocząć, coś ci się może stać – Bieber zaczął mnie uspokajać i złapał za ramiona.
Wyrwałam mu się i wstałam. W tym momencie jakiś Afroamerykanin, który stał jakieś 8 metrów dalej, zaczął się zbliżać, ale brunet machnął na niego ręką, a ten został na swoim miejscu.
- Nie dotykaj mnie! – krzyknęłam. – Maggie! Jeśli chciałabyś wiedzieć, to mam gdzieś, co teraz powiesz! Idę do domu!
- Bella, poczekaj! – zawołał za mną Bieber, ale byłam już w drodze do mieszkania. Poczułam ucisk na prawym ramieniu. Odwróciłam się.
- Zostaw mnie! – wrzasnęłam, do Justina, ale ten nie ustępował.
- Okej, rozumiem, nie lubisz mnie, ale twój głos jest wspaniały, daj sobie szansę... – uśmiechnął się.
- O nie. Powtórzę jeszcze raz, bo najwyraźniej nie zrozumiałeś. Z o s t a w m n i e w s p o k o j u – powiedziałam, podkreślając dokładnie każde słowo, odwróciłam się i ponownie ruszyłam. Justin poszedł za mną, a ten ciemnoskóry facet za nim.
- Bello, proszę nagraj ze mną!
- Spierdalaj! – krzyknęłam, a on już się nie odezwał.
Po chwili zadzwonił mój telefon. „Maggie<3”. Wyciszyłam połączenie, poczekałam, aż skończy dzwonić. Do uszu włożyłam słuchawki i włączyłam „Eyes on Fire”. Pewnie oddzwonię do przyjaciółki, ale na razie muszę ochłonąć. Wzięłam kilka głębokich wdechów i zanim się zorientowałam, byłam już przed moim domem. O dziwo, Max siedział już przy parapecie w kuchni, bo ostatnio to właśnie tam spędzał czas, i jadł płatki. Czyli mama myliła się twierdząc, że skonsumuje lody.
- Cześć – podniosłam kąciki ust w górę. – Smacznego, co tam?
- Siema. Dzięki. W miarę. A co u ciebie? Gdzie ty się tak wcześnie chodzisz?– odwzajemnił mój uśmiech.
- Ech, nieważne. Właściwie, to u mnie nic ciekawego – powiedziałam i poczułam wibracje w kieszeni. Odebrałam bez parzenia na wyświetlacz:
- Halo?
- Bella, nie gniewaj się, no przepraszam, ale... – zaczęła Maggie.
Szybko jednak jej przerwałam. Poszłam do swojego pokoju, a w drodze mówiłam:
- Nie gniewam się. Ale jak mogłaś, Mag? Wiesz, że nie lubię Biebera. Owszem, nie zaśpiewałabym przed nim, nie myliłaś się, okej. Ale skoro o tym wiedziałaś, to ja nie rozumiem, dlaczego uznałaś, że mam śpiewać. „Daj sobie szansę”. Co on sobie w ogóle myślał? Że zaśpiewam, spodoba mu się, nagramy duet, a ja zostanę wielka gwiazdą muzyki? A może to ty tak myślałaś?
- Bells... Przepraszam. Owszem, tak myślałam – odpowiedziała.
- Maggie, nie spodziewałam się. Z resztą nieważne. Gdzie teraz jesteś?
- W drodze do domu.
- To chodź do mnie – poprosiłam i rozłączyłam się.
Zdjęłam sweterek i rzuciłam go na krzesło.
_____
* Fragment piosenki "Skyscraper" Demi Lovato.
Cześć! ;* Jest to mój trzeci blog, z pierwszym w ogóle nie chcę się ujawniać, bo jest po prostu koszmarny, a drugi, którego ciągle piszę to ten : http://justin-and-freesia.blogspot.com/
Mam nadzieję, że ten blog będzie o niebo lepszy niż oba poprzednie, będę się starała pisać jak najlepiej.
Zależy mi na opinii czytelników, więc zachęcam do komentowania rozdziałów. Jeśli sami piszecie blogi, to podajcie mi linki w komentarzach, z chęcią poczytam :)
Pozdrawiam, do następnego ;*
Jaki normalny człowiek dzwoni do ciebie w wakacje o ósmej rano i to w sobotę? Podejrzewam, że to jednak nienormalna osoba. Więc pewnie to Maggie. Moja przyjaciółka, którą rodzice chyba grali w zbijaka jak miała 2 lata.
- Tak, wiem, że śpisz Bella, ale to ważne! Ochrzanisz mnie później, a teraz masz piętnaście minut, żeby być w parku – powiedziała.
Zaczęłam z niej się śmiać.
- Mag, ja? W piętnaście minut? Proszę cię. O co chodzi? – Zapytałam.
Kocham Maggie, ale potrafi być cholernie wkurzająca. Jest moją przyjaciółką, znamy się praktycznie od urodzenia. Właściwie, to jestem starsza o 14 godzin. Nasze matki poznały się w szkole rodzenia i zostały przyjaciółkami. Spotykały się prawie codziennie, jak nie u nas, to u nich. I zawsze przychodziły do siebie z nami. Od kiedy pamiętam mówiłam jej o wszystkim, a ona mi.
- Dwadzieścia minut i ani sekundy dłużej i lepiej dla ciebie jak będziesz na czas – zagroziła mi i się rozłączyła.
No, to sobie nie pośpię. Pospiesznie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Zdjęłam moją piżamę i weszłam pod prysznic. Puściłam prawie gorącą wodę, a za moment byłam już sucha. Włosy, która spięłam przez wejściem pod wodę na szczęście nie zdążyły się zmoczyć. Umyłam zęby i twarz oraz wyjątkowo delikatnie się pomalowałam. Wyjęłam z szafki i włożyłam czarną bieliznę. Potem, w garderobie zaczęłam szukać jakiś ciuchów. Zdecydowałam się na krótkie, postrzępione spodenki z ciemnego dżinsu i czarną bokserkę, pociętą w poziome paski z tyłu. Szybko się ubrałam, a na lewym nadgarstku związałam fioletową bandankę. Rozczesałam włosy i poszłam do kuchni. Chwyciłam jabłko z koszyka na blacie, obok którego leżała kartka.
Bella, zajmij się Maxem, wiesz, że będzie spał do 12, więc proszę zrób mu śniadanie. Pewnie teraz zadzwonisz i powiesz, że jest straszy, ale pamiętaj, że tylko o dwa lata, a właśnie rozstał się z dziewczyną, więc będzie chciał zjeść lody, nie pozwól mu.
Kocham Cię, Mama.
Tak, Max. Mój kochany starszy brat, który jest bardzo wrażliwy, ale twardy. Interesujące połączenie, ale, żeby powiedzieć, że on jest, na przykład, dziwny, to trzeba znać mnie. Ja to dopiero jestem dziwna. Ale teraz nie na to czas. Na odwrocie kartki napisałam Maxowi, że idę do parku i że będę góra koło dziesiątej trzydzieści. Do kieszeni schowałam telefon i klucze i ruszyłam w stronę parku, jedząc owoc.
Maggie czekała tam i od razu do mnie podbiegła. Zakryła moje oczy rękoma i nie chciała puścić.
- Wiem, że pewnie będziesz zła, ale później na mnie nakrzyczysz i to podwójnie. Po prostu ty masz niesamowity głos i doskonale o tym wiesz, a w parku czeka na mnie pewna znana osoba, która również wspaniale śpiewa. Poprosiłam tę osobę, żeby zaczekała na ciebie i wysłuchała tego jak cudowne dźwięki potrafisz z siebie wydobyć. Nie mogę ci zdradzić, kim ten człowiek jest, ale błagam cię zrób to dla mnie. Z resztą dla siebie też. Wiem, że chcesz zostać piosenkarką – Mag prowadziła mnie przed siebie.
- Co mam zaśpiewać? – spytałam niby od niechcenia, ale jednak byłam ciekawa. Chociażby tego, przed kim mam zaśpiewać i co o tym powie.
- Zgadzasz się? – podskoczyła z radości. Kiwnęłam głową. – Może, tę piosenkę, którą ostatnio napisałaś? „Skyscraper”?
- Okej, to mam już śpiewać, czy gdzieś idziemy?
- Idę teraz z tobą w głąb parku. Musisz śpiewać z zamkniętymi oczami, dobrze? – spytała.
- Czemu?
- Bo boję się, że nie będziesz chciała śpiewać przed tą osobą – wyjaśniła.
- Zaśpiewam przed każdym – powiedziałam, z resztą zgodnie z prawdą. No, może prawie przed każdym.
- I tak ci nie powiem – przeszłyśmy jeszcze kilka metrów. – Gotowa? Śpiewaj.
- Niebo płacze
Przyglądam się
Łapiąc łzy w swoje ręce
Tylko cisza jako zakończenie,
Jakbyśmy nigdy nie mieli szansy
Czy musisz sprawiać, że czuję się jakby
Nic ze mnie nie zostało ?
Możesz zabrać wszystko, co mam
Możesz zniszczyć wszystko, czym jestem
Jakbym była zrobiona ze szkła
Jakbym była zrobiona z papieru
No dalej, podejdź i spróbuj mnie zburzyć
A ja powstanę z ziemi
Niczym drapacz chmur!
Niczym drapacz chmur!
Dym wietrzeje
Obudziłam się i wyplątałam Cię ode mnie
Czy czujesz się lepiej
Widząc mnie krwawiącą?
Wszystkie moje okna są zbite
Jednak ja wciąż stoję na nogach .
Możesz zabrać wszystko, co mam
Możesz zniszczyć wszystko, czym jestem
Jakbym była zrobiona ze szkła
Jakbym była zrobiona z papieru
No dalej, podejdź i spróbuj mnie zburzyć
A ja powstanę z ziemi
Niczym drapacz chmur!
Niczym drapacz chmur! *
Skończyłam śpiewać i otworzyłam oczy. Nagle świat zawirował, zobaczyłam ciemność i upadłam.
- Bella, błagam cię, obudź się, do cholery! Bells! – krzyczała nade mną moja przyjaciółka.
- Maggie, cii – uciszył ją delikatny, męski głos.
Byłam tak ciekawa do kogo należy, że udało mi się unieść powieki. Kiedy zobaczyłam, kto to powiedział, myślałam, że jeszcze raz zemdleję. Leżałam na ławce, a moja głowa znajdowała się na kolanach Justina Biebera. Natychmiastowo podniosłam się do pozycji siedzącej. Od razu tego pożałowałam, bo poczułam ogromny ból w czaszce. Złapałam się prawą ręką za głowę.
- Bello, połóż się. Zemdlałaś, musisz odpocząć, coś ci się może stać – Bieber zaczął mnie uspokajać i złapał za ramiona.
Wyrwałam mu się i wstałam. W tym momencie jakiś Afroamerykanin, który stał jakieś 8 metrów dalej, zaczął się zbliżać, ale brunet machnął na niego ręką, a ten został na swoim miejscu.
- Nie dotykaj mnie! – krzyknęłam. – Maggie! Jeśli chciałabyś wiedzieć, to mam gdzieś, co teraz powiesz! Idę do domu!
- Bella, poczekaj! – zawołał za mną Bieber, ale byłam już w drodze do mieszkania. Poczułam ucisk na prawym ramieniu. Odwróciłam się.
- Zostaw mnie! – wrzasnęłam, do Justina, ale ten nie ustępował.
- Okej, rozumiem, nie lubisz mnie, ale twój głos jest wspaniały, daj sobie szansę... – uśmiechnął się.
- O nie. Powtórzę jeszcze raz, bo najwyraźniej nie zrozumiałeś. Z o s t a w m n i e w s p o k o j u – powiedziałam, podkreślając dokładnie każde słowo, odwróciłam się i ponownie ruszyłam. Justin poszedł za mną, a ten ciemnoskóry facet za nim.
- Bello, proszę nagraj ze mną!
- Spierdalaj! – krzyknęłam, a on już się nie odezwał.
Po chwili zadzwonił mój telefon. „Maggie<3”. Wyciszyłam połączenie, poczekałam, aż skończy dzwonić. Do uszu włożyłam słuchawki i włączyłam „Eyes on Fire”. Pewnie oddzwonię do przyjaciółki, ale na razie muszę ochłonąć. Wzięłam kilka głębokich wdechów i zanim się zorientowałam, byłam już przed moim domem. O dziwo, Max siedział już przy parapecie w kuchni, bo ostatnio to właśnie tam spędzał czas, i jadł płatki. Czyli mama myliła się twierdząc, że skonsumuje lody.
- Cześć – podniosłam kąciki ust w górę. – Smacznego, co tam?
- Siema. Dzięki. W miarę. A co u ciebie? Gdzie ty się tak wcześnie chodzisz?– odwzajemnił mój uśmiech.
- Ech, nieważne. Właściwie, to u mnie nic ciekawego – powiedziałam i poczułam wibracje w kieszeni. Odebrałam bez parzenia na wyświetlacz:
- Halo?
- Bella, nie gniewaj się, no przepraszam, ale... – zaczęła Maggie.
Szybko jednak jej przerwałam. Poszłam do swojego pokoju, a w drodze mówiłam:
- Nie gniewam się. Ale jak mogłaś, Mag? Wiesz, że nie lubię Biebera. Owszem, nie zaśpiewałabym przed nim, nie myliłaś się, okej. Ale skoro o tym wiedziałaś, to ja nie rozumiem, dlaczego uznałaś, że mam śpiewać. „Daj sobie szansę”. Co on sobie w ogóle myślał? Że zaśpiewam, spodoba mu się, nagramy duet, a ja zostanę wielka gwiazdą muzyki? A może to ty tak myślałaś?
- Bells... Przepraszam. Owszem, tak myślałam – odpowiedziała.
- Maggie, nie spodziewałam się. Z resztą nieważne. Gdzie teraz jesteś?
- W drodze do domu.
- To chodź do mnie – poprosiłam i rozłączyłam się.
Zdjęłam sweterek i rzuciłam go na krzesło.
_____
* Fragment piosenki "Skyscraper" Demi Lovato.
Cześć! ;* Jest to mój trzeci blog, z pierwszym w ogóle nie chcę się ujawniać, bo jest po prostu koszmarny, a drugi, którego ciągle piszę to ten : http://justin-and-freesia.blogspot.com/
Mam nadzieję, że ten blog będzie o niebo lepszy niż oba poprzednie, będę się starała pisać jak najlepiej.
Zależy mi na opinii czytelników, więc zachęcam do komentowania rozdziałów. Jeśli sami piszecie blogi, to podajcie mi linki w komentarzach, z chęcią poczytam :)
Pozdrawiam, do następnego ;*
27 lipca 2013
Prolog.
Nasze pierwsze spotkanie nie należało do najmilszych, nie trwało zbyt długo i żadne z nas nie spodziewało się, że zostawi w naszym życiu tak trwałe ślady. Miłość do muzyki nas połączyła, a teraz właśnie ona ma nas rozdzielić?! O nie. Ja nie mam zamiaru na to pozwolić. Choćby miałoby mnie to wykończyć, nie rozstanę się z nim, jeśli on wprost nie powie mi, że tego chce.
__
Witajcie! Jest to już mój drugi blog, mam nadzieję, że się Wam spodoba :) Kiedy tylko blog będzie w zupełności gotowy, pojawi się pierwszy rozdział. :)
__
Witajcie! Jest to już mój drugi blog, mam nadzieję, że się Wam spodoba :) Kiedy tylko blog będzie w zupełności gotowy, pojawi się pierwszy rozdział. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)